LITERATURA MOBILNEJ WSPÓLNOTY (07-08.2019)

Marta Koronkiewicz i Paweł Kaczmarski rozmawiają z Davidem Herdem

Ostatniej jesieni redakcja ÓSMEGO ARKUSZA ODRY miała okazję rozmawiać z brytyjskim poetą, Davidem Herdem. Spotkaliśmy się w kawiarni w Canterbury, mieście obecnym w kanonie literatury powszechnej przede wszystkim za sprawą Opowieści kanterberyjskich Chaucera. Te ostatnie były zaś dla naszej rozmowy istotne o tyle, że współorganizowany od czterech lat przez Herda projekt Refugee Tales – jedno z najciekawszych przedsięwzięć literackich, o jakich słyszeliśmy w ostatnim czasie – w interesujący sposób nawiązuje do pielgrzymki odbywanej przez Chaucerowskich bohaterów.

Zróżnicowane w formie – złożone z opowiadań, wierszy, próz poetyckich, krótkich reportaży – Refugee Tales, czyli Opowieści uchodźcze, mają uczynić słyszalnym głos osób, które przeszły przez najbardziej okrutną, dehumanizującą i opresyjną część brytyjskiego systemu kontroli imigracji: indefinite detention, nieograniczoną czasowo detencję. Wielka Brytania jest jedynym krajem w Europie (i jednym z kilku zaledwie krajów rozwiniętych), który pozwala na nieograniczone czasowo przetrzymywanie imigrantów (w tym osób ubiegających się o azyl) w Immigration Removal Centres. Owe „obozy” istnieją w zasadzie poza systemem sprawiedliwości, uznawane głównie za środek administracyjny – „wygodny” dla rządu sposób sprawowania nadzoru nad osobami, których przypadki nie zostały rozstrzygnięte; to właśnie administracyjna wygoda stanowi, w przekonaniu Herda i innych osób zaangażowanych w projekt, podstawową motywację, na której zbudowany jest system.

Przetrzymywani w centrach nie są skazani za żadne przestępstwo, przez co nie posiadają ochrony prawnej przynależnej zwykle oskarżonym lub skazanym (nie obejmują ich zasady „sprawiedliwego procesu”), a mimo to żyją w więziennych warunkach, nierzadko przez całe lata (rekord, jak mówi David, wynosi dziewięć lat – ktoś został po prostu „zapomniany” przez system). Nawet opuszczenie centrów detencji nie musi oznaczać znacznej poprawy życia dla tych, którzy do nich trafili – wiele osób opuszcza obóz bez „oficjalnego” statusu uchodźcy, co drastycznie ogranicza ich zdolność poruszania się, pracy i zarobku. Znajdują się pod całkowitą kontrolą państwowego aparatu nadzoru celowo ukształtowanego przez brytyjski rząd tak, by zniechęcić przyjezdnych do prób osiedlenia się na Wyspach Brytyjskich.

Przez cały czas przebywania w systemie uchodźcy narażeni są, jak opisuje to Herd, na dwa różne sposoby – ich bezbronność ma dwoisty charakter. Z jednej strony, czują się zagrożeni przez instytucje czy państwo, przed którym uciekają (zawsze mogą być tam bowiem odesłani); z drugiej strony, nawet przebywając poza obozem, żyją w stałym poczuciu zagrożenia przed brytyjskim Home Office (Ministerstwem Spraw Wewnętrznych), które nie tylko dąży do całkowitej kontroli ich życia, ale w każdej chwili może też wysłać ich z powrotem do centrum detencji. Jak podkreśla Herd, Refugee Tales zbierają właśnie głosy osób, które przeszły przez centra detencji, natomiast w tej chwili znajdują się poza nimi. To zaś z praktycznych przyczyn – warunki panujące w obozach uniemożliwiają jakąkolwiek stałą współpracę z przetrzymanymi, jakąkolwiek stałą formę komunikacji – wspólna literacka praca „byłaby zwyczajnie niemożliwa”, mówi David.

Tymczasem w ramach projektu Opowieści uchodźcze osoby, które przeszły przez Immigration Removal Centres, ale nadal nie mają oficjalnego statusu uchodźców (a więc żyją w ciągłym poczuciu prekarności i izolacji), pracują wspólnie z zawodowymi, uznanymi pisarzami i poetami nad opisaniem swoich doświadczeń z nieograniczoną czasowo detencją i systemem azylu politycznego w ogóle. Warto zaznaczyć, że Refugee Tales to nie tylko relacje ofiar dehumanizującej polityki brytyjskiego rządu – w ramach projektu głos przyznaje się też przyjaciołom przetrzymanych osób i rodzin, prawnikom, strażnikom, tłumaczom… Sami pisarze rekrutowani są do projektu na dwa sposoby – na zaproszenie organizatorów (jak mówi David, większość reaguje entuzjastycznie), ale też z własnego zgłoszenia; w tej chwili osób wyrażających chęć pomocy w projekcie jest tak dużo, że nie da się ich wszystkich włączyć do niego.

Praca nad Opowieściami… nie jest prosta, choćby ze względu na palącą polityczną pilność poruszanych kwestii – i ze względu na realne zagrożenie dla osób biorących udział w projekcie:

„Wszystko odnośnie ich traktowania i doświadczenia może być prawdą, ale – na przykład – może się okazać, że wymienienie nazwy kraju, z którego pochodzą, albo dokładny opis ich różnych relacji, mogłyby stanowić dla nich realne zagrożenie, bo pozwalałyby je zidentyfikować. Musimy więc do pewnego stopnia anonimizować opowieści. To jest tak, że cały ten projekt zakłada przekazywanie tych historii w momencie pewnej politycznej pilności czy kryzysu – w tym sensie, że polityka detencji działa w tej chwili, w tej chwili niszczy życia, w tej chwili tworzy zagrożenie dla dotkniętych nią osób; i nie jesteśmy jeszcze w miejscu, gdzie wszystkie opowieści da się wyartykułować zupełnie bezpiecznie. Jeszcze nie pora.”

Celem zaś – od literackiej, dyskursywnej, formalnej strony – jest zaś szeroka zmiana języka, którym mówi się dziś o kwestiach samego ludzkiego ruchu, mobilności jednostek i wspólnoty przemieszczających się między regionami, państwami, kontynentami. Organizatorzy liczą nie tyle na jednorazowy przełom, co „stopniową zmianę”, jak mówi Herd; kluczowe jest „podważenie różnych ortodoksji”, kulturowo i ideologicznie motywowanych tropów, które każą nam osuwać się w te same językowe klisze i stereotypy, ilekroć staramy się mówić o migracji. Tymczasem, jak podkreśla wielokrotnie David, nie istnieje jedna standardowa czy wszechobejmująca „opowieść uchodźcza”, jeden schemat czy trop, który wyraża doświadczenie uchodźstwa bądź przemieszczania się w ogóle – formalna różnorodność Refugee Tales wyostrzać ma i podkreślać właśnie to, konieczność pojemnego i zróżnicowanego języka, zdolnego wyrazić wiele różnych uchodźczych historii, wiele doświadczeń i perspektyw.

***

Antologie redagowane przez parę założycieli projektu – Herda i Annę Pincus – stanowią zwieńczenie i podsumowanie kolejnych jego etapów; dotychczas ukazały się dwa tomy, trzeci będzie już prawdopodobnie w księgarniach, gdy poniższy numer 8. Arkusza trafi do czytelników. Ale Refugee Tales to cały cykl inicjatyw związanych z opowieściami: spotkania, nagrania, przede wszystkim zaś stanowiący zaplecze czy podstawę całości wspólny spacer bądź wędrówka właśnie – i to rozumiana całkiem literalnie. Osoby, które przeszły przez Immigration Removal Centres, idą pieszo razem z pisarzami i osobami towarzyszącymi (przez stronę internetową każdy może zgłosić się do udziału) przez wzgórza i łąki południowej Anglii; podróż trwa około tygodnia (rocznie odbywa się jedna „główna” wędrówka i zwykle kilka dodatkowych), wieczorami zaś w mijanych miejscowościach uczestnicy odbywają coś na kształt spotkań autorskich, czy może raczej storytellingowych, gdzie lokalna publiczność usłyszeć może opowieści przybyłych do Wielkiej Brytanii uchodźców. Cała grupa podąża zawsze trasą nawiązującą do trasy pielgrzymów Chaucera – jednak w odwrotną stronę, mając Londyn za punkt docelowy. Chaucerowskie nawiązanie jest jednak nie tylko pretekstem czy zabiegiem obliczonym na medialny rozgłos, Canterbury Tales mają dla organizatorów głębsze, symboliczne znaczenie:

„Jedna z tych rzeczy, które, jak sądzę, udało nam się zrozumieć czy wyjaśnić, to to, że, owszem, Chaceurowski model jest interesujący po części dlatego, że zakłada chodzenie i opowiadanie – pasuje do naszych celów w tym sensie – ale też dlatego, że Chaucer pisał w średnioangielskim (Middle English), a więc w języku, który w pewnym sensie był cały w procesie przemiany. Było tak zaś dlatego, że po Europie przemieszczano się wówczas relatywnie swobodnie, i na Wyspy przywożono świadectwa różnych podróży, ale również rozumienia innych języków – i wszystkie one odcisnęły się na tym języku, który właśnie wyłaniał się jako dominujący w Anglii. To dla nas dobry model, bo język, który dziś otacza temat ludzkiego przemieszczania się, skołowaciał do tego stopnia, że niemal niemożliwe jest wyobrażenie sobie ruchu i związanych z nim interakcji jako wartości – a więc cały projekt przypomina nam o momencie, kiedy język był przez te zjawiska przeobrażany i wzbogacany.”

Jak podkreśla Herd, mimo intymnej atmosfery spotkań wielu słuchaczy opowieści, ze względu na nie do końca uświadomione nawet oczekiwania, przechodzi coś w rodzaju szoku – spodziewają się usłyszeć opowiadania o horrorze i nędzy życia w krajach pochodzenia imigrantów, tymczasem dostają opowieści o tym, jakie okrucieństwo i poniżenie spotyka uchodźców już po przybyciu na Wyspy:

„Idziemy więc na te długie wędrówki – teraz trwają po pięć dni, przechodzimy około 60 mil; idziemy z jakiegoś punktu poza Londynem do centrum Londynu, każdorazowo nieco inną trasą, i gdziekolwiek się zatrzymujemy, opowiadamy dwie opowieści – i zapraszamy lokalną publiczność. I, wiecie, często jest tak, że przychodzą i są świadomi tego, że będą słuchać historii uchodźcy – ale już niekoniecznie tego, że będzie to historia tego, jak ta osoba, starająca się u nas o status uchodźcy, została potraktowana przez Zjednoczone Królestwo. Słyszą więc to wszystko i są w szoku, są nieodmiennie w szoku, bo jednak większość ludzi, mimo tego, że ta polityka jest podtrzymywana, nie uważa, że ludzi należy poddawać nieograniczonej detencji, bez postawienia zarzutów, zupełnie arbitralnie etc.”

Efekt szoku jest zresztą istotny na wiele sposobów. Jak wyjaśnia David, jednym z powodów, dla których system nieograniczonej czasowo detencji nadal istnieje, jest to, że Brytyjczycy zwyczajnie o jego istnieniu nie wiedzą – albo wiedzą bardzo mało. Opisanie realnych warunków funkcjonowania osób ubiegających się o azyl wywołuje w słuchaczach bardzo odruchowy, instynktowny opór i niezgodę.

Pytamy Herda o to, w jaki sposób organizatorzy projektu zabezpieczają się przed nieuniknionym zarzutami o „tokenowość”, o to, że sami wpadają w pewien stereotyp – w ramach którego literatura służy nie tyle konkretnej materialnej zmianie, co wyłącznie abstrakcyjnemu „oddawaniu komuś głosu”, „nagłaśnianiu cudzych opowieści” etc. I słyszymy: „Opowiadanie historii i oddawanie głosu to odruch, niekoniecznie zły, ale jednak odruch, nie ma koniecznie materialnych konsekwencji. Staramy się odpowiadać na to na dwa różne sposoby. Po pierwsze… Naszym jawnym, zadeklarowanym celem jest zniesienie systemu nieograniczonej detencji. Nie dajemy po prostu – chociaż może to być bardzo wartościowe – głosu tym, którzy są go pozbawieni; chcemy zmienić konkretne polityczne warunki tej sytuacji. Ale po drugie, warto pamiętać, że autorzy niedawnej antyimigracyjnej legislacji bardzo dużo wysiłku włożyli w wykluczenie ludzi z różnych porządków symbolicznych. Żeby podać Waszym czytelnikom i czytelniczkom jakiś przykład: kiedy dana osoba znajduje się w systemie azylu – nie może pracować, jej sprawa czeka na rozstrzygnięcie – otrzymuje formę ulgi czy zasiłku, pięć funtów dziennie w Centralnym Londynie; może trwać to lata, może dekadę, może dwie – kto wie? A, co istotne, nie dostaje tego zasiłku w gotówce – zamiast tego, otrzymuje rodzaj voucheru, tygodniowej karty, i za jej pomocą płacić może tylko w wyznaczonych miejscach, tylko za wyznaczone rzeczy – a jedną z rzeczy, za które zapłacić nie może, jest transport publiczny. Nacisk jest więc podwójny: po pierwsze, jednostka zostaje wykluczona z samego porządku walutowego, tak, że gdy wchodzi do sklepu, musi zasygnalizować swój status jako osoby spoza społeczności, okazując rzucającą się w oczy, błękitną kartę; po drugie, jej możliwość poruszania się wewnątrz tej społeczności zostaje skrajnie ograniczona. Żyje więc pod jednym adresem, pod którym ma prawo żyć, i nie może się praktycznie przemieszczać. (…)Ten stopień społecznej izolacji – według osób, które same go doświadczyły – jest często niemal równie druzgocący, co sama detencja. Bez prawa do pracy, praktycznie bez możliwości nawiązania jakichkolwiek relacji z innymi, po prostu wyrzuceni poza społeczność na wiele różnych sposobów…”

W tym kontekście Opowieści uchodźcze – jako książki, wędrówki, szeroki projekt – w bardzo namacalny, bardzo konkretny sposób udostępniają narzędzie budowania wspólnoty (mobilnej wspólnoty, moglibyśmy powiedzieć) opartej na odrzuceniu segregacji. „Wszyscy na tym korzystają”, jak podkreśla Herd – Refugee Tales pozwalają wyrwać ofiary systemu ze skrajnej izolacji, ale jednocześnie zwiększają polityczną świadomość odbiorców, odsłaniając przed nimi faktyczny kształt społeczności, w jakiej na co dzień żyją: słuchacze i czytelnicy dowiadują się o celowo przemilczanych działaniach swojego rządu, słyszą też głosy tych członków wspólnoty, których samą obecność, sam fakt istnienia rząd chciałby przed nimi ukryć.

***

Opowieści uchodźcze, jako jeden ze sposobów nagłaśniania problemów z nieograniczoną detencją, wydają się też odnosić konkretne polityczne sukcesy. Jak mówi David, w ciągu ostatnich lat pomysł zniesienia systemu zyskał otwarte poparcie wszystkich partii opozycyjnych; pojedynczy parlamentarzyści, pytani uparcie przez aktywistów o ich osobiste stanowisko w sprawie, wyrażają pragnienie zmiany – nikt nie chce być postrzegany jako zwolennik tak okrutnej, dehumanizującej polityki. „Gdyby głosowanie odbyło się dziś”, stwierdza Herd, „mielibyśmy spore szanse wygrać”.

Jak wiadomo, przyjeżdżając z UE i rozmawiając dziś z Brytyjczkiem na dowolny polityczny temat, zwyczajnie nie da się uniknąć pokusy zadania dyżurnego pytania „… a jak się ma do tego Brexit? – zadaliśmy je więc otwarcie: „Brexit wyciągnął w Wielkiej Brytanii na jaw, co do tego nie ma wątpliwości, pewną wrogość wobec osób z zewnątrz; uwypuklił więc w pewnym sensie rasizm i ksenofobię w brytyjskiej polityce, te nastawienia zostały wzmocnione, ale sam system detencji nie był związany w żaden konkretny sposób z Brexitem. Ludzie podawali najróżniejsze czynniki, jeśli chodzi o ich stosunek do Unii Europejskiej i Brexitu, ale my tak naprawdę nie dostrzegliśmy jakiegoś twardszego nastawienia do naszego projektu. To, co niedawno zrobiło różnicę w jego odbiorze, to dość stanowcze artykuły Guardiana na temat tak zwanego „pokolenia Windrush”. Chodzi o sprawę grupy ludzi, którzy przybyli do Wielkiej Brytanii pod koniec lat 40., którzy prawnie mogą tu przebywać, ale którzy nie są w stanie tego dowieść, bo nie mieli przy sobie właściwych dokumentów – i byli przez to przetrzymani, deportowani bądź odmawiano im wstępu do Zjednoczonego Królestwa. Cała ta sprawa zwróciła uwagę szerokiej publiki na istotę tak zwanegonieprzyjaznego otoczenia [polityka konserwatywnych rządów brytyjskich, mająca odstraszyć przyjezdnych od osiedlania się w UK – przyp. red.]. Mieliśmy więc w pewnym sensie mniej pracy do wykonania, bo nie musieliśmy wyjaśniać samych podstaw systemu, kwestia detencji była dużo łatwiej i pełniej rozumiana. Torysi odpowiedzieli na to, co stało się z pokoleniem Windrush w taki sposób, że to oczywiście szokujące, że nigdy nie powinno się zdarzyć, ponieważ ci ludzie przebywali tu legalnie; innymi słowy, skoro przebywali legalnie, nie powinni trafić do nieograniczonej czasowo detencji, jasne, natomiast co do tych, których status jest wątpliwy, no to, wiecie – ich można przetrzymać bez ograniczeń – taki był implicytny przekaz konserwatystów. Z drugiej strony, w odpowiedzi na to Guardian zaczął wreszcie wywierać za pomocą wstydu celowy nacisk na niektórych ministrów, tak, że publicznie musieli się oni zdystansować wobec całej polityki „nieprzyjaznego otoczenia” (…) Brexit jest więc częścią kontekstu, ale (…) niekoniecznie zmieni dynamikę tej konkretnej sprawy [którą się zajmujemy].

***

Patrząc już z zupełnie zewnętrznej perspektywy – również z punktu widzenia obywateli kraju, w którym (szczęśliwie) nie istnieje system nieograniczonej czasowo detencji, ale stosunek do uchodźców jest nadal bardzo wrogi – Refugee Tales wydają się świetnym, arcyciekawym pomysłem i projektem z kilku powodów. Oferują zmianę języka – perspektywę, która nie tyle nawet humanizuje uchodźców, co rozbraja wizerunek migrantów jako jednolitej quasi-ludzkiej masy, groźnej „hordy”; rozpoznaje zróżnicowanie ich doświadczeń i przyznaje im wspólnototwórczy, kulturotwórczy potencjał. Opowieści stanowić mogą też swoisty model dla łączenia zaangażowanego tekstu z progresywnym aktywizmem – w taki sposób, który nie zakłada samowystarczalności literatury, ale nie czyni jej też marketingowym dodatkiem do aktywistycznych akcji.

Zdaniem Herda, kwestia detencji jest jednak jeszcze istotniejsza i głębiej związana z ogólnymi ramami globalnej polityki:

„W moim przekonaniu detencja jest jedną z rzeczy definiujących naszą współczesność – w tym sensie, że w skali globalnej nasza geopolityka produkuje „nie-osoby”, w pewnym sensie do tego jest zaprojektowana (…) Historia tego zjawiska, co ciekawe, ma w zasadzie dopiero jakieś sto lat, tak naprawdę nie więcej. W Wielkiej Brytanii prawodawstwo pozwalające na detencję osób starających się o azyl zostało wprowadzone w 1905 roku, w USA tuż przed tym. W UK doprowadziło to do stworzenia czegoś nazwanego enabling fiction [prawnego] założenia, że osobę przybywającą do kraju będzie się traktować tak, jakby zeszła ze statku, ale nie weszła na ląd. Innymi słowy, tworzyło się retoryczną przestrzeń, w której była ona naraz obecna i nieobecna. Była więc ona w widoczny sposób obecna, ale wielki retoryczny wysiłek – a potem także strukturalny, materialno-ekonomiczny wysiłek – wkładano w to, by owa obecność się nie manifestowała. Dlatego każde centrum detencji ujawnia stan wyjątkowy, ale też całe wykluczenie z porządku symbolicznego ujawnia stan wyjątkowy. Wszystko to zaś sprowadza się ostatecznie do tego, i to jest na podstawowym poziomie stan wyjątkowy, że jednostki trzymane są poza prawem. To dlatego (…) mamy do czynienia, owszem, z kwestią praw człowieka, ale również z kwestia rządów prawa; prawny aparat, który nadzoruje cały ten proces, stoi w pewnym oderwaniu i opozycji do prawnego aparatu zarządzającego obywatelami. To sprzeczność czy napięcie, którego istnienie bardzo trudno przyznać władzom (…) Wszystko to oczywiście ma związek ze stanem wyjątkowym, ale mój komentarz brzmiałby tak, że detencja konstytuująca ów stan jest używana dużo częściej, niż wydawało się nawet Agambenowi – jako rutynowa praktyka liberalnych demokracji.”

Opowieści uchodźcze dotykałyby więc czegoś kluczowego w naszej zbiorowej wyobraźni i w nowoczesnym myśleniu o polityce. I na koniec naszej rozmowy z Herdem nie sposób ukryć wrażenia, że tak właśnie jest – że literackie przetworzenie palącego społecznego problemu otwiera w wypadku Refugee Tales drogę nie tylko do konkretnej, bieżącej zmiany, ale i do innego pomyślenia związków tekstu ze wspólnotą.

***

Postscriptum: Jako że wywiad publikujemy kilka miesięcy po pierwszej rozmowie z Davidem, korespondencyjnie zapytaliśmy go jeszcze o ostatnie wydarzenia związane z Refugee Tales i projektem ustawy znoszącej nieograniczoną czasowo detencję:

„Trzeci tom Opowieści uchodźczych ukaże się pod koniec czerwca.” – napisał Herd – „Tak jak w wypadku poprzednich, zawiera on opowieści napisane współtworzone przez osoby, które doświadczyły detencji, oraz uznanych pisarzy. Po raz pierwszy jednak obok tych historii publikujemy pierwszoosobowe świadectwa zderzenia z systemem. Wydaje się, że przestrzeń tworzona w ramach projektu stała się z czasem bezpieczniejsza; poszczególne osoby coraz częściej mogą opowiadać swoje własne historie osobom zgromadzonym podczas spotkań w trakcie wspólnej wędrówki, zwłaszcza w tych wypadkach, kiedy – po latach oczekiwania – ich status został wreszcie uregulowany. Napisane w pierwszej osobie świadectwa tych, którzy chcieli zabrać głos w tej właśnie formie, zostaną opublikowane w tomie trzecim.

Równolegle pojawiła się szansa, że brytyjski parlament wprowadzi niedługo zmiany znoszące nieograniczoną detencję. W tej chwili jest w nim procedowana ustawa imigracyjna, do której złożono poprawkę w tej sprawie; części 1-4 owej poprawki (wydaje się ważne, żeby to doprecyzować) oznaczałyby całkowite zniesienie dotychczasowej praktyki. Jeśli poprawka zostanie rzeczywiście poddana debacie – a to zależne jest od najróżniejszych machinacji związanych tak z Brexitem, jak z wyborami nowego lidera Torysów – istnieje duża szansa, że zostanie przegłosowana. Nie ma żadnej gwarancji, ale aktywiści na rzecz zniesienia detencji, włącznie z osobami zaangażowanymi w Refugee Tales, przekonują posłów, by zakończyli wreszcie całą tę skandaliczną praktykę. Potrzeba zmiany wydaje się bardziej paląca niż kiedykolwiek; dehumanizująca polityka „nieprzyjaznego otoczenia”, która najpełniej wyraża się właśnie w nieograniczonej detencji, zasila dziś skrajną prawicę.”

[Więcej informacji o projekcie Refugee Tales można znaleźć na www.refugeetales.org.]