Maciej Topolski – Fragmenty LUXUSU i kolejnych przygotowywanych książek (07-08.2019)

LUXUS (fragment)

przeszedłem rozległe połacie
żeby znaleźć sen w zamian
dostałem resztkę światła

żeby zapomnieć w reszcie
tego światła ten pochód
pokój ciebie zwłaszcza

to światło wystarczyło żeby nie iść dalej
twoim śladem błądzić tak długo 
do końca żeby stało się jasne

w ciemności nie widać zranień
trzeba być ostrożnym i pamiętać 
ciała i przedmioty 

kiedy w języku w nocy
przychodzą do siebie
przez opór płacz i zwątpienie

czy jesteś tu jeszcze przepraszam 
myślałem że jestem już sam 
widocznie majaczysz

wszystkie psy szczekają
światło dawno je spisało
na straty jakie mamy widoki

noc długa jak dzień w zrównaniu
końca nie widać noc czysta 
błyszczy ale nie ma gwiazd

śpij ja nie miewam snów
czekałem długo aż myśli odejdą
spokojnie zostanę ja sadza rozetowa

tak ją pamiętam najlepiej
rozkwitała wśród wszystkich
kwiatów nocnych barw czerni

mówią że kiedy nocą rozkwieci się 
pamięć ze zdwojoną siłą przywoła dzienne
sprawy niepodobne połamane nasze głosy 

głośniejsze śpiewy bardziej przeciągłe
żałobne frazy ti-tiw-tiw muchołówek
tak wczesną tak późną porą nawołujące

która godzina i jaka granica
tędy biegnie kto tam przeszedł
kiedy żywego ducha nikogo i nic

nie widać przez ciemne oka 
świt daleko a świat jeszcze dalej 
nie ma tam nic do prawdy nic podobnego

a jakie są szanse że się odnajdziesz 
poza światłem czy to ma znaczenie
i czy zbliżone jest do czegoś

co przyjdzie co zemści się
gdy zajrzysz w czarne lustro
ten cień okaże się znajomy

bez dwóch zdań bez słów

we wnętrzach snu gdzie straciłeś wszystko
dokładnie tyle zbyt wiele żeby związać się 
zgodnie z prawdą wypowiedzieć wspólnie

światło



NIŻ (fragment)

Kelner poprawia twarz przed wyjściem na salę. Stoi przed lustrem, sprawdza. Żadnych włosów z nosa, żadnych opryszczek, żadnych opuchlizn. Zęby, nic pomiędzy nimi, żadnych resztek. Dla pewności jeszcze przesuwa językiem, przepłukuje wodą. Potem chucha w dłoń, wychuchane przysuwa do nosa, zapach optymalny. Następnie obraca twarz w prawo, w lewo. To samo robi odbicie w lustrze, które potwierdza: na prawym policzku masz lekki ślad, pryszcz czerwony po goleniu. Już się zastrupia, goi, blaknie, spokojnie. Idą w ruch mięśnie, kelner wykrzywia twarz, wygina ją i wysuwa, stula usta, rozszerza w szerokie o, mruży oczy i zamyka, mruga do odbicia, porusza szybko powiekami. Jest dobrze, twarz działa, nie zawiesza się. A jak się mówi tą twarzą. Kelner wypróbowuje te wszystkie: „jak sobie pan życzy”, „oczywiście”, „proszę wybaczyć”, „przykro mi”, „służę uprzejmie”. Czy płynnie, płynnie, nic nie drga w twarzy, nic nie pojawia się wbrew, nie jest przeciwko pogodzie ducha, bo duch najbardziej widoczny jest na twarzy. A pogodę ducha ma dzisiaj kelner dżdżystą. Z powodu wczorajszej do późna zmiany, krótkiego snu i kiepskiej diety. Dżdżystość wyciera kilkoma kolistymi ruchami dłoni, te ślady – jak plamy po sosie ze spodni – dają się usunąć. I jeszcze fryzura, żeby odpowiednio kończyła twarz, poprawić, przeczesać, ułożyć, żeby trzymała się przez dwanaście nadchodzących godzin. Twarz ma być twarzowa. I jest, jest to już twarz jak się patrzy. Taka, że jak spojrzysz, to do twarzy. Można spokojnie wypuścić ją na salę, bez strachu, że przestraszy.



PORNO (fragment)

Jęk to 
nie język. To dźwięk ciała gramolącego się po rozkosz. Jęk
owszem
przerywają czasem znaczące coś słowa, wezwania lub prośby. Wezwania są 
do boga, to 
być może wołania, może ratunku, może mocniej, szybciej. Prośby, błagania, 
szybciej, 
mój boże, krzycz. Takie piękne pierdolenie, powtarzalne, monotonne. Drżenie 
i otwory 
w ciele. Jak zarzynane cielę, tak jęcz, tak kochaj mnie
dzisiaj
tak.


Maciej Topolski (ur. 1989) – poeta, eseista, tłumacz, redaktor. Mieszka w Krakowie.